main blog info
Pierwsze przymiarki do biegania – zamiast niższej glikemii, skok w górę. Organizm przyzwyczajony do stabilnego, tłuszczowego metabolizmu podczas długich marszów dostał nagły szok. Wyższe tętno to dla niego stres, który wywołał natychmiastowy wyrzut adrenaliny. Efekt? Wątroba panicznie rzuciła glukozę do krwi. Wniosek – mniej biegania, więcej marszu, dopóki ciało nie zaadaptuje się do nowej strefy wysiłku. Bieg trzeba wplatać stopniowo. Ogólnie z tą cukrzycą miałem już wszystko ustabilizowane. Bez leków – samą dietą i ruchem. Tak było do momentu rzucania palenia. Wtedy wszystko się załamało, a ja znalazłem się w punkcie wyjścia. Teraz jestem na etapie ponownej walki. Tym razem jednak postanowiłem znaleźć odpowiednich ludzi do pomocy. Poprzednio robiłem to sam, teraz działam pod okiem dietetyka i diabetologa. I tu pojawia się ciekawy zgrzyt: o ile dietetyczka doskonale wie, co się dzieje z moim organizmem, o tyle diabetolog otwarcie przyznała, że takie wyniki i reakcje widzi pierwszy raz w życiu. Dla niej cukrzyca to choroba z definicji nieuleczalna. Cóż, to nie pierwsza „nieuleczalna” choroba, z którą mam do czynienia. I wbrew medycznym dogmatom, bez farmakoterapii, znowu wygrywam. Mój wniosek? Zdecydowaną większość chorób da się wyleczyć – wystarczy odciąć się od schematów i zrozumieć własne ciało. Został mi ostatni lek, który chcę wyeliminować. To pozostałość po moim eksperymencie z dietą carnivore – należę do tej grupy osób, u których czyste mięso mocno podbija parametry lipidowe. Powoli zamierzam odstawić ten jedyny medykament, zwłaszcza że włączyłem już do menu wyselekcjonowane, niskowęglowodanowe warzywa. Mimo że to najniższa dawka Ezehronu, jestem pewien, że dzięki dobrze dobranej strategii doprowadzę do całkowitego pożegnania się z farmakoterapią.
Graliście kiedyś w gry na komputerze? Wiecie, jak się leveluje swoją postać? Co gdybyście wszystko pakowali w te dziwne, magiczne moce, a czynniki fizyczne zostały z tyłu... Już dawno odkryłem, że najlepiej mi się myśli podczas spacerów. Teraz czas to rozwinąć do bardziej dynamicznego przemieszczania się – pytanie – czy będę mógł myśleć biegając? Plan: 1/3 marszy z dnia zamienić na miks marszu z biegiem – minuta tego i minuta tamtego. To da około 3 km biegu. Powtarzać tylko w dni parzyste. Aż organizm się przyzwyczai. Później zwiększać intensywność. Jak stwierdzę, że to nie jest aż taki głupi pomysł i dam radę planować w czasie biegu, to zainwestuję w buty do biegania... To musi być strategicznie zaplanowane: cukrzyca typu 2, dieta keto i brak leków – trzeba uważać na cukrzycę reaktywną lub odcięcie, jeśli się przeholuje... Przy niezbyt dużym tempie biegu organizm spokojnie można zasilać ketonami, nie nadaje się to na sprinty... Duże dystanse powinny być OK, duże prędkości – nie.
https://www.youtube.com/shorts/MGKMHuML6k0
Trzeba pamiętać o zasadach. Ja wykonałem ruch, możliwe że dość ekscentryczny, możliwe że wymagający oczekiwania i obserwacji, możliwe, że poznanie wszystkich aspektów jest nierealne. Jednak moje posunięcie na tej planszy zostało wykonane. Teraz mogę jedynie komentować - wiedząc, że tego nikt na obecnym etapie nie przeczyta. Kiedyś to dotrze - pytanie kiedy? No dobra, skompresowałem trochę rzeczy w jeden dzień... czas zająć się kilkoma projektami które czekają na swoją kolej... do kiedyś. Pewien czas mnie tutaj nie będzie. W zależności od ilości przeszkód które napotkam na drodze - może to zająć trzy dni lub dwa tygodnie. Tak czy inaczej podejrzewam że nie jest to czas w którym się tutaj zjawisz.
Zdradzę Ci coś: nie lubię grać w gry. Jednak jeśli zostanę do tego zmuszony – oczekujcie wszystkiego, co niezbędne, by zyskać pewność wygranej. Pytanie: jaki jest cel Twojej gry? Ha! Można zrobić i tak, że graczy będzie wielu, każdy zobaczy to, co chce... chociaż wszyscy będą czytać dokładnie to samo. Grafika we wpisie
Czy jestem zawiedziony? Grafika we wpisie
Wskazówka - jak widzisz coś co wydaje się chaotyczne - jak na przykład obecny świat... istnieje bardzo duża szansa, że stoi za tym chaosem ktoś zdolny nie tylko do wygenerowania takiego chaosu ale również posprzątania go. Teraz wejdź na stronę główną, poszukaj o czym mówił człowiek którego cytat zamieściłem i odpowiedz sobie - czy uczestniczymy w czyjejś skrupulatnie zaplanowanej operacji? Kto jest kim, co robić z takimi co wprowadzają to w życie? Ja wiem, czasem jestem skłonny do kompromisów, jednak nie zawsze... Domyślam się jak kojarzysz pewne rzeczy, ostatnim razem przemyciłem coś, nie podam tego o czym myślę na tacy - chociaż nie sądzę że będę trudny do rozszyfrowania... Grafika we wpisie
Krzyś od tygodni wyczekiwał swoich dziesiątych urodzin. Marzył o głośnym przyjęciu, stercie prezentów i salonie pełnym kolegów z klasy oraz podwórka. Dzień przed świętowaniem, podekscytowany, wręczył swojemu ojcu kartkę z kilkunastoma numerami telefonów. — Tato, czy mógłbyś dzisiaj do nich wszystkich zadzwonić i zaprosić na jutro? — poprosił z błyskiem w oku. — Oczywiście, synu. Zajmę się tym — odpowiedział ojciec, uważnie przeglądając listę. Dzień urodzin Następnego dnia Krzyś wracał ze szkoły jak na skrzydłach. Wbiegł po schodach, otworzył drzwi i... zamarł. W salonie nie było słychać głośnej muzyki, nie było tłumu, który wyskoczyłby zza kanapy z okrzykiem „Niespodzianka!”. W pokoju, przy skromnie zastawionym stole, siedziało tylko troje dzieci: jego najlepszy przyjaciel z ławki, sąsiad z naprzeciwka i koleżanka, z którą czasem jeździł na rowerze. Krzyś poczuł, jak do oczu napływają mu łzy rozczarowania. Podszedł do ojca, który stał w kuchni, parząc herbatę. — Tato... — wykrztusił cicho. — Czy ty na pewno zadzwoniłeś do wszystkich z tej listy? — Tak, synu. Zadzwoniłem do każdego z nich bez wyjątku — odpowiedział spokojnie ojciec, kładąc mu rękę na armieniu. Krzyś spojrzał na niego z żalem i niedowierzaniem: — To dlaczego przyszła tylko ta trójka? Reszta miała mnie gdzieś? Lekcja od ojca Ojciec przykucnął przed nim, spojrzał mu głęboko w oczy i odezwał się ciepłym, ale poważnym głosem: — Widzisz, synu... Zadzwoniłem do wszystkich, ale żadnemu z nich nie powiedziałem, że masz dzisiaj urodziny. Nie wspomniałem o torcie, grach ani prezentach. Powiedziałem im, że nagle zachorowałeś, źle się czujesz i bardzo potrzebujesz towarzystwa. W kuchni zapadła cisza. Krzyś spojrzał w stronę salonu, gdzie trójka gości rozmawiała szeptem, z wyraźnym przejęciem na twarzach. W rękach nie mieli drogich, urodzinowych paczek, ale przynieśli ze sobą swoje ulubione komiksy i planszówkę, żeby go rozweselić w chorobie. — Ci, którzy nie przyszli, chcieli po prostu świętować i bawić się na twój koszt — dokończył ojciec. — Ale ci, którzy siedzą w pokoju, przyszli tu dla ciebie. Masz dziś mniej gości, niż planowałeś, ale za to wiesz, kto jest twoim prawdziwym przyjacielem. Krzyś otarł łzę, uśmiechnął się i mocno przytulił ojca. Zrozumiał, że dostał właśnie najcenniejszy prezent urodzinowy, jakiego nie dało się kupić w żadnym sklepie. Jaki z tego morał? Koleś jest szczęściarzem, przyszło aż trzech... Czemu to piszę? Kiedyś coś napisałem, wspomniałem, wplotłem w natłok informacji... o spędzeniu około roku w całkowitej izolacji – szczerze, to był najlepszy okres w moim życiu. Czas, w którym zrozumiałem pewną tajemnicę. Dotarło do mnie, że czas trzeba liczyć nie tym, co będzie jutro, nie tym, co będzie pod koniec miesiąca... interesują mnie trochę dłuższe perspektywy. Następne, co pojąłem, to to, że nie jestem jedyną osobą, która posiadła tę wiedzę. Oh, to niejedyny wniosek, do którego doszedłem, jednak pozwolę sobie zachować większość dla siebie... – no może poza jedną wskazówką: od myśli do jej realizacji często mija wiele lat... https://www.youtube.com/shorts/StlLywsskro
Zagraj sobie, fajna gra... to tak odnośnie timera... https://armorgames.com/play/964/shift-2
Oto dodatkowa zagadka: Grafika we wpisie
Co do czarnych dziur i kwestii tego czy nasz Wszechświat znajduje się w takowej? Byłbym ciekaw czy istnieje obliczenie/symulacja co by się stało z takimi wszechświatami podczas zdarzenia dwóch czarnych dziur - zakładając że ich wnętrza to nowe światy.
Trzecia: Grafika we wpisie Jak jesteś w stanie je rozwiązać to gratuluję :-) możliwe że dodam jeszcze coś wieczorem. Powiedzmy, że to moja obietnica z przeszłości którą złożyłem i tak - ma ona więcej niż jeden wymiar.
Druga: Grafika we wpisie
Pierwsza: Grafika we wpisie
Dzisiaj jest dobry dzień na trzy zagadki… Ciekawe, czy istnieje osoba, dla której będą one proste. Jak tylko wrócę ze spaceru, zabiorę się za nie.
„Gdy zamykają się jedne drzwi do szczęścia, często otwierają się inne, ale my patrzymy na pierwsze drzwi tak długo, że nie widzimy tych drugich.” Skoro się zamknęły, to niech nikt nie próbuje ich otwierać. Bądźmy konsekwentni i nie powtarzajmy w kółko tych samych błędów. Tak, może testy, które dostajesz od życia, nie były proste, jednak wszystkie decyzje które podejmujemy mają swoje konsekwencje. Wiem, unikanie jest najprostszym rozwiązaniem. Pozwolę sobie jednak na własne przemyślenia na ten temat i zostawię je wyłącznie dla siebie. Traktuj to jako nauczkę na przyszłość i zastanów się, co musi widzieć w innych osoba, która nie boi się okazać słabości, aby zobaczyć, jaka będzie reakcja. Czy osoby pozujące na najsilniejsze rzeczywiście takie są? Grafika we wpisie PS Za 39 dni mija ważna dla mnie data. Zbiega się ona również z początkiem roju Perseidów.
Uważam, że obowiązkiem każdego człowieka, który chce zacząć być wolnym, jest zrobienie czegokolwiek, aby wyrwać się z tego systemu. Nie, nie musisz być bogaty – wystarczy, że masz na podstawowe potrzeby. Jedno jest jednak kluczowe: aby żyć, potrzebujesz bardzo dużo wolnego czasu na przemyślenia, dbanie o siebie i rozwój (pod pojęciem rozwoju mam na myśli zainteresowania, hobby, itp.). Walutą wolności nie są pieniądze, walutą wolności jest czas.
Wniosek z poprzedniego wpisu: lepiej znać i akceptować duszę kilku osób niż powierzchowność setek ludzi. Tak, to wymaga czasu i obserwacji, jak ktoś reaguje na próby, na jakie wystawia go życie. Niestety mało kto przechodzi przez tak skonstruowany filtr – często oblewają na nim ci, którzy w teorii powinni być nam najbliżsi... Jest jednak jedna zmiana, jaką moim zdaniem muszę wprowadzić po latach obserwacji: ludzie zmieniają się niezwykle rzadko. Jeśli ktoś nie rokuje szans na poprawę, dawanie kolejnej i kolejnej szansy przez lata – z nadzieją na cud – jest po prostu naiwne.
Tak sobie myślę nad tą „grą” zwaną życiem i dochodzę do wniosku, że wszystkie wydarzenia z mojego życia są ważne. Wszystkie osoby, które w ten czy inny sposób stanęły na mojej drodze, były istotne. Albo uczyłem się czegoś o nich, albo o sobie. Wiem już, kogo zabierać na następny etap mojej przygody na tym świecie, a kogo lepiej omijać. Tak, w relacjach jestem minimalistą – wolę mieć wokół siebie małą garstkę wartościowych osób niż całe grono takich, którym ciężko zaufać. Wniosek? Pokazuj ludziom swoje słabe punkty i obserwuj, czy ich nie wykorzystają. Szczególnie tym, na których powinno Ci zależeć. Oczywiście bądź gotów na ciosy. Tak, wiem – wymaga to pewnego balansu. Z jednej strony pokazujesz słabości i spodziewasz się uderzenia, z drugiej – nie możesz zamienić się w bezduszny głaz.
Wracam do moich wcześniejszych przemyśleń i dochodzę do tego samego wniosku... siła wyższa istnieje, jednak nie ma na celu ujawniania się ludziom, poznanie jaki ma cel i czym jest jest ponad ludzkie możliwości poznawcze. Czyli technicznie rzecz biorąc jestem agnostykiem teistą.
Tak mi się skojarzyło z tym filmem o symulacji: Grafika we wpisie
Większość ludzi podąża za ilością, więcej pieniędzy, więcej znajomych, więcej pracy, więcej informacji... Jasność przychodzi wraz z eliminacją. Jak z rzeźbą, chodzi o to aby odrzucić wszystko co zbędne, zostawić tylko to co powinno zostać, to co niezbędne.